Staż u Kennedy’ego

W Ameryce ta książka wywołała burzę. Prezydent i studentka, która może jeszcze nawet głosować?! I to nie jakiś tam prezydent, ale uwielbiany przez tłumy, przystojny, inteligentny, katolik, symbol państwa?

W Polsce zainteresowanie ploteczkami, zwłaszcza z życia osób publicznych, jest nie mniejsze – ale że to nie nasz prezydent, to i burza będzie mniejsza. Chociaż… czytając o tym, że w trakcie półtorarocznego romansu JFK ani razu nie pocałował dziewczyny, która posłusznie spełniała wszystkie jego zachcianki, albo o tym, że podsuwał jej swoich bliskich współpracowników (w końcu oni też mieli swoje zachcianki), można być zszokowanym.

Zostań na kolację, Mimi. Personel kuchenny zawsze zostawia jedzenie w lodówce. I napij się jeszcze daiquiri. Tak się zaczęło.

Bohaterka i autorka wspomnień zdradza swój sekret już w pierwszych zdaniach. Miałam romans. Na kolejnych stronach opisuje, jak to się stało, że po pierwsze, zwyczajna dziewczyna, jakich w Stanach w 1962 roku było mnóstwo, trafia na staż do biura prasowego Białego Domu. Po drugie, że ta sama zwyczajna dziewczyna już w pierwszym tygodniu stażu w biurze prasowym Białego Domu trafia do basenu, w którym jak gdyby nigdy nic pływa też sobie (tylko w kąpielówkach!) prezydent USA. I po trzecie, wieczorem tego samego dnia w biurze prasowym Białego Domu po wypiciu dzbanka daiquiri trafia też z prezydentem USA do łóżka.

I to w sypialni Pierwszej Damy.


Tak wygląda polska „Stażystka” (wydawnictwo Znak, maj 2012)…

Dowiadujemy się też, komu JFK najbardziej ufał, jak przeżywał kubański kryzys rakietowy i… co jadał, kiedy spotykał się z kobietami. Bo o tym, że przystojny (kwestia gustu) Kennedy sypiał z setką pań, wiadomo nie od dzisiaj.

Akcja dość wartka, ale sam styl pisania przypomina nieco rozgorączkowane zwierzenia nastolatki. Drogi pamiętniczku, prezydent był wyjątkowo delikatny. A dzisiaj zadzwonił do mnie akademika, chociaż myślałam, że tego nie zrobi! A jednak!

Mimi Alford prawie nikomu nie zdradziła swojego sekretu aż do 2003 roku, kiedy to dociekliwi dziennikarze postanowili wrócić do bogatego życia emocjonalnego JFK. Przyznała, że owszem, miała z nim romans, ale z szacunku i dla świętego spokoju, nie zdradzała szczegółów. W ubiegłym roku Amerykanie dostali jednak do rąk dość dokładny zapis tego romansu i media znowu mają o czym pisać.

Polecam przeczytać (mimo wszystko). Poza tym, że „Stażystka” opowiada historię romansu skrywanego przez blisko pół wieku, warto po nią sięgnąć także po to, żeby zajrzeć za kulisy, drzwi i ściany Białego Domu lat 60. Miłośnicy mediów i kreowania wizerunku na pewno z zaciekawieniem przeczytają, jak depesze z informacjami z całego świata wypluwane przez maszyny zasłaniały całą podłogę w pomieszczeniach biura i w jaki sposób komunikowano najważniejsze newsy głowie państwa. A ci, którzy lubią biografie znanych osób, dostaną relację z pierwszej ręki.

…a tak wyglądało amerykańskie wydanie

Dla zainteresowamych – wywiad z Mimi Alford.

Przy okazji lektury „Stażystki” zupełnie przypadkiem znalazłam na półce także inną książkę o prezydencie Kennedym (czekała na mnie kilka lat). Książkę czyta się świetnie. I opis bohaterskiej akcji z czasów II wojny światowej, kiedy młody i chorowity „Jack” uratował swoich kompanów, i fragmenty listów z podróży po Europie w przededniu ataku Hitlera na Polskę, i przebieg kolejnych kampanii politycznych. I wreszcie prywatne losy zamordowanego w zamachu prezydenta.

A tytuł doskonale pasuje do tej „biografii z interpretacją”. Autor zgłębia wszystkie aspekty życia JFK: publicznego i prywatnego. Próbuje zrozumieć, tłumaczy to, co być może historycy źle zrozumieli. A wracając do wątku „Stażystki”, zastanawia się, czy uzależnienie prezydenta od kobiet wynikało bardziej z trudnych relacji z pozornie dobrą, przykładną matką, czy raczej z naśladowania ojca, który do wiernych nie należał.

Okładka Kennedy’ego rozłożonego na części – gdybyście szukali jej na półkach (sklepów internetowych) wygląda tak:

Na zakończenie dziękuję Oldze Gorczycy-Popławskiej z redakcji e!stilo, która zadbała o wzbogacenie mojej biblioteczki w kolejną US-lovers-style pozycję. Moja oficjalna recenzja w najbliższym numerze.

Comments
3 Responses to “Staż u Kennedy’ego”
  1. idg pisze:

    Styl jest rzeczywiście niezbyt wyrafinowany. Nie mam złudzeń, że Mimi Alford osobiście pisała tę książkę. Tego typu pozycje powstają zazwyczaj w ten sposób, że osoba, która ma ciekawą historię opowiada ją ghostwriterowi, który spisuje ją sprawnie, ale prostym językiem. Dlaczego? To ma być historia opowiedziana przez zwykłego człowieka innym zwykłym ludziom. W takich książkach nie chodzi o „tworzenie literatury” i „popisy wirtuozerii”, ale o przekazanie historii w łatwy i czytelny sposób. W tym przypadku to pasuje wyjątkowo dobrze, bo Mimi zapewne była „rozgorączkowaną nastolatką” w czasie owego romanu:)

    • US-lovers pisze:

      Dokładnie tak:) A o tym, że historia przyciąga czytelników nawet mimo że od wydarzeń minęło kilkadziesiat lat, jest fakt, że w Stanach to bestseller, a Mimi Alford stała się gwiazdą mediów.

      A przy okazji są też dyskusje i obalanie mitów. Dr Tomasz Płudowski, amerykanista, nazwał Biały Dom z czasów JFK Domem… Publicznym. Nie wiem, czy posunęłabym się aż tak daleko, ale na pewno warto zapoznać się z wizerunkiem ukochanego prezydenta USA z nieco innej perspektywy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: