Urodzinowy prezent… dla Was!

Happy birthday to you, happy birthday to youuu, happy birthday, deeeaar blog…! Co prawda tak intrygująco jak Marilyn Monroe nie zanucę:

…ale mam za to inną niespodziankę:)

United States of America-lovers, pierwszy w Polsce blog dyplomatyczny, który stara się pokazać, jakie Stany są super, kusi najbardziej smakowitymi kąskami Ameryki, inspiruje i pozwala oderwać się na chwilę od rzeczywistości i przenieść w kolorowy świat popularnych produktów i miejsc znanych z hollywoodzkich filmów – a także jedyny blog, który umożliwia podróż do USA bez wiz (przynajmniej wirtualną), obchodzi pierwsze urodziny!

Właściwie pomysł na stronę pojawił się dużo, dużo wcześniej niż rok temu, ale od samej idei do wydania na świat pierwszego opublikowanego wpisu minęło sporo czasu (długa ciąża – na szczęście bez komplikacji;).

I tak sobie od tamtej pory piszę, wymyślam, staram się inspirować, czasem wzruszać, czasem bawić – i mam ogromną nadzieję, że ktoś to czyta!😉

Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają, komentują, sugerują tematy – i obiecuję, że w kolejnym roku swoich blogowych zmagań będę starać się jeszcze bardziej.

Uwaga, urodzinowe niespodzianki dla US-loversowych czytelników!

Konkurs3

Z okazji pierwszych urodzin mam dla Was coś do poczytania, już nie online, a w wersji papierowej… i do posmakowania – też w wersji papierowej;)

Amerykanska_zona

„Amerykańska żona” to wyśmienicie napisana powieść, w której problemy rasowe, podziały społeczne, bogactwo i wymagania stawiane przez los  tworzą wspaniałą całość – powieść, w której nieoczekiwane staje się nieuniknione, zaś rozkosze i cierpienia, jakie niosą ze sobą intymność i miłość ukazane są otwarcie, bez żadnych niedomówień. Zafascynowana postacią Laury Bush autorka postanowiła odmalować nie tyle obraz amerykańskiej polityki, intryg i tajemnic Białego Domu, ale stworzyć możliwie najbliższy prawdzie portret niezwykłej kobiety.

Drugiej niespodzianki nie muszę przedstawiać. Ladies and Gentlemen, kto ma ochotę na tall cappuccino albo grande latte z syropem karmelowym?

Starbucks card2

Polecam i książkę, i Starbucksa!

KONKURS

Kto ma ochotę na urodzinowe gifty, musi w komentarzu pod tym wpisem lub w wiadomości wysłanej na adres unitedstates.lovers@gmail.com zostawić krótką wypowiedź na temat: czy kochacie Amerykę – a także dlaczego i za co najbardziej:) (domyślam się, że zadanie konkursowe jest dość tendencyjne;).

Książkę „Amerykańska żona” oraz kupon do wykorzystania w kawiarniach sieci Starbucks wygra albo najbardziej kreatywna, albo najbardziej wzruszająca, albo najbardziej zabawna historia. Na wypowiedzi czekam do końca przyszłego tygodnia (czyli do 20 stycznia, do godz. 23:59:). Z urodzinowym szczęściarzem skontaktuję się mailowo (a później wyślę mu prezent).

Do dzieła!

A już na koniec życzę wszystkim (i sobie trochę też) pozytywnego roku, bo to przecież taka amerykańska filozofia! Stay tuned, have fun!

Comments
19 Responses to “Urodzinowy prezent… dla Was!”
  1. God Bless America! Kocham USA. Fascynuje mnie ten kraj wielkich przestrzeni, wolności i cudownego jedzenia. Kocham amerykański styl dziennikarski (właśnie skończyłem eseje Styrona i zabieram się za eseje Capote’a). Odkąd jako mały chłopiec przeczytałem Przygody Tomka Sawyera, w wieku 9 lat zaś łyknąłem „Asfaltowy Saloon” Łysiaka, moja fascynacja tym krajem tylko się powiększa. Ja też mam swój american dream – pewnego dnia wysiądę z samolotu na lotnisku Kennedy’ego, wynajmę wielki amerykański wóz i zjadę całe Stany – w poprzek i z góry na dół. Pisałem o tym na swoim blogu:
    „Swój American Dream zacząłem śnić jako dziecko. Z zazdrością chłonąłem amerykańskie filmy (w latach 70-ych ubiegłego wieku puszczane zwykle przy okazji świąt), których bohaterowie mieli nieograniczony dostęp do hamburgerów, hot dogów, coca coli, kin dla zmotoryzowanych, mleka w kartonie, całej masy płatków śniadaniowych z zabawkami w środku czy wreszcie last but not least – gumy do żucia. Marzyłem o prawdziwych amerykańskich dżinsach, nie polskiej podróbce zwanej „Texas” i szytej w fabryce „Odra”. Do dziś moją ulubioną marką spodni jest Wrangler.

    Obiecywałem sobie wówczas, że jak dorosnę to będę palił camele albo chesterfieldy, będę pił coca colę do śniadania, obiadu i kolacji, a gumę żuł będę nawet we śnie. Imponowało mi luzactwo Burta Reynoldsa w „Mistrzu kierownicy…”, marzyłem żeby jeździć Kenworthem lub Peterbiltem, jak Kris Krisstoferson w „Konwoju”, pościgi samochodowe w „Ulicach San Francisco” na lata ukształtowały moje preferencje motoryzacyjne.

    Ale tak naprawdę dopiero w latach 80-ych moja miłość do amerykańskiego stylu życia wybuchła z pełną siłą. W moje ręce wpadła książka Waldemara Łysiaka „Asfaltowy Saloon”, relacja z podróży po USA, kiedy wspólnie z kuzynem postanowili przejechać przez całe Stany. I mimo wielu krytycznych uwag (inaczej książka nie miałaby pewnie szans się ukazać) na temat amerykańskiego konsumpcjonizmu, stała się przez lata moją ulubioną lekturą. I jednocześnie wiedziałem, że choćby chuj na chuju stawał – kiedyś i ja w taką podróż się wybiorę. Przez lata decyzja ta dojrzewała, a trasa podróży wielokrotnie była zmieniana. Dziś wiem, że kiedy ruszę w swoją wymarzoną podróż będzie to wyglądać tak: wynajmę samochód, najlepiej wielki amerykański krążownik szos lub typu jeep i ruszę Route 66, od czasu do czasu zatrzymując się w przydrożnych barach. Będę jadł tony frytek, tysiące hamburgerów i setki kilogramów żeberek BBQ. Przy stadionach futbolowych pochłaniał będę tysiące hot dogów. Bo powojenną Amerykę budował nie tylko przemysł motoryzacyjny, ale w dużym stopniu właśnie fast foody.”

    pozdrawiam serdecznie!

  2. Ups, sorry za wulgaryzmy, przeklając nie zauważyłem, a nie ma możliwości edycji posta tutaj🙂

  3. missfashionistka pisze:

    Lubię Amerykę. Jeżeli kogoś się kocha, to się nie kocha za coś, a po prostu się darzy uczuciem😉

    Zamiłowanie do tego kraju wpoił mi zaś mój ulubiony profesor od amerykanistyki! Wykłady były porywające, słuchaliśmy z zapartym tchem, a egzaminy najtrudniejsze na uczelni. Ale wszystko to było warto,gdyż cel został osiągnięty. Wiedza, zainteresowanie i zamiłowanie do tego kraju zostało wpojone z sukcesem🙂

  4. Boska B. pisze:

    Kocham ten kraj, bo nauczyl mnie szacunku do wszystkiego co zyje.
    Ciesze sie jak widze ludzi niepelnosprawnych wiodacych normalne
    zycie, bo im sie tez cos od zycia nalezy, a nie tylko szykany. To
    tutaj przekonalam sie, ze zyczliwosc ludzka nie zna granic. Tutaj
    obcy ludzie pomogli mi w potrzebie wiecej niz moja wlasna rodzina i
    oczywiscie rodacy. To tutaj przezylam kataklizmy po to zeby sie
    przekonac, ze da sie po nich odbudowac zycie i mozna stac sie
    mocniejszym. Nauczylam sie patrzyc na czlowieka przez pryzmat jego
    osobowosci, a nie koloru skory czy wygladu w caloksztalcie. Tutaj
    moge wypowiedziec moje zdanie nie ponoszac za niego konsekwencji
    typu zwolnienie z pracy (w mysl pracodawca to pan i wladca) jak to
    co wypowiem ma sens i jest poparte logicznym mysleniem. To tutaj sie
    okazalo, ze nauczyciel to tez normalny czlowiek, a nie „zaraz po
    Bogu”, ktorego uczniowie musza po nogach calowac (to z moich
    czasow). Zyje i pracuje z ludzmi roznych religii, kultur, ras i
    jakos jeszcze nie pozabijalismy sie z tego powodu, kazdy szanuje
    czyjes poglady i wierzenia. Moglabym tak wymieniac bez konca… To
    dlaczego niby mialabym byc tutaj nieszczesliwa? Bo nie mam milionow
    dolarow? Pieniadze czynia z ludzi, podludzi a ciagle dazenie do
    posiadania wiekszych dobr majatkowych, w rezultacie prowadzi
    nierzadko do chorob na tym tle. No i nauczylam sie, ze poczucie
    humoru i umiejetnosc smiania sie z siebie nie zabija, a bardzo w
    zyciu pomaga. Moze jestem niepoprawna optymistka, ale dobrze mi z
    tym, bo malkontentem cale zycie nie mozna byc.

  5. solka29 pisze:

    A ja za co kocham Amerykę?-przecież tam nigdy nie byłam.
    Ale dzięki cudownej TV ,zwiedziłam ją w jakimś ułamku .
    Podobają mi się ludzie ,żyją życiem swoim a nie innych,wolność-w pełnym znaczeniu tego słowa,
    pełna wyrozumiałość,tolerancja ,szanowanie poglądów,docenianie rodziny,pracy,polityka itp.
    Piękne krajobrazy,piękni ludzie,piękne miasta.
    Warto byłoby tam być i zobaczyć na własne oczy…

  6. ana pisze:

    Ja odpowiem krótko zwięźle i na temat Kocham Amerykę za Macdonalda który ratuje mnie zawsze gdy nie ugotuję sobie obiadku a że koło domku Maca mam tak więc często zaglądam tam🙂

  7. dominika2103 pisze:

    Jak mówią Amerykę, albo się kocha, albo nienawidzi. Ja ją kocham za: pierwsze zarobione tam pieniążki, za rozwiązanie języka, za poznanie ludzi z różnych zakątków świata, za zetknięcie z różnorodnością kulturową, za niezapomniany shopping, za możliwość niedrogiego podróżowania, za różnorodność klimatu i krajobrazów i niezapomnianą podróż od wschodu na zachód. A co do kawy i żony…to właśnie w Ameryce zgodziłam się zostać żoną mojego męża:) A kawiarnie Starbucks są wspomnieniem mojego spełnionego snu o Ameryce. Lubię je za to, że w nich czuję się jak w domu, którym Ameryka dla mnie była podczas studenckich lat.

  8. Krzysztof W pisze:

    Kocham Amerykę za fascynujący tygiel, w którym przenika się wiele ras, kultur i zwyczajów, za wspaniałą przyrodę ze słynnym Parkiem Narodowym Wielkiego Kanionu i nadzieję na spełnienie własnego „american dream”. A także dlatego że odkąd po raz pierwszy odwiedziłem ten kraj, usłyszałem język, poznałem ludzi, skosztowałem pizzy (na cienkim cieście) i doskonałego wina, zobaczyłem mecz NBA , zanurzyłem stopy w krystalicznie czystym morzu i zaczerpnąłem w płuca amerykańskiego powietrza czuję się, jakby właśnie tam było moje miejsce, mój zakątek świata, do którego należy moje serce i moje emocje – z taką intensywnością, jakby to była jedyna przynależna mi kraina w całej galaktyce. To miłość od pierwszego wejrzenia, absolutnie bezgraniczna i dozgonna.

  9. Kasia Kornacka pisze:

    Kocham Amerykę za to, że odbywają się tam niezwykłe imprezy, na których bardzo chciałabym się znaleźć !🙂 Picie z czerwonych kubeczków, zabawy w basenie i miliony przystojnych sportowców… ACH!! Chociaż mam już 25 lat to wciąż po nocach mi się marzy, aby choć raz w życiu zamienić się w 17-letnią blondynkę z długimi nogami i być królową takiej imprezy…😀 No cóż.. marzenia senne🙂

  10. Elżbieta pisze:

    Ni kocham Ameryki.Nie kocham jej -bo jej nie znam-nie miałam okazji poznać.Pewnie,znam jakieś ułamki ,z literatury,filmu,telewizji.Ale to zawsze jest subiektywne-a ja lubię opierać się na swojej obiektywnej ocenie.Doceniam urodę krajobrazów Ameryki,doceniam jej kulturę,jej pomoc dla naszego kraju w czasach stanu wojennego,II wojny.Firmy amerykańskie na naszym rynku ,dodały nam kolorytów i smaków :-)Lubię Amerykę,doceniam,ale czy ją kocham?Nie.

  11. aga pisze:

    Dla jednych USA to kraj przepychu i rozpusty a dla mnie to cel wymarzonej podróży. Kraj ten fascynuje mnie już od wielu lat niestety znam je tylko z posiadanych książek i filmów. Gdyby udało mi się spełnić moje marzenie na pewno chciałabym zobaczyć Nowy Jork a w nim Statuę Wolności, Flatiron Building, manhattańskie drapacze chmur, Rockefeller Center, katedrę św. Patryka. Po zwiedzeniu tego pięknego miasta chciałabym zobaczyć kilka cudów przyrody, których w USA jest mnóstwo: Góry Skaliste, Olympic National Park, Wielki Kanion, Yosemite, Wodospad Niagara oraz Dolinę Śmierci. Będąc w tym kraju chciałabym też poznać bliżej amerykańską kulturę w celu tym na pewno wybrałabym się na Broadway oraz do któregoś z muzeów. Przed końcem chciałabym złożyć wizytę w Disneylandzie, gdzie czeka na zwiedzających świat magii i fantazji.

  12. kaczord pisze:

    Może słowo „kocham” jest zbyt wygórowane, jednak jeżeli chodzi o USA to bardzo szanuję ten kraj, przede wszystkim dlatego, że w moim przekonaniu nie utrudnia życia swoim obywatelom. Nie potrzeba setek pozwoleń na pozwolenie o pozwolenie na… czy zaświadczeń itp. Jesteś wolny, jeździsz czym chcesz, na swojej ziemi robisz co chcesz, budujesz co chcesz i żyjesz jak chcesz. Ma to oczywiście swoje wady, gdyż niektórzy zbyt szeroko pojmują tę swobodę czym psują wizerunek Stanów, jednak zdecydowana większość amerykanów zna pewną nieprzekraczalną granicę. Za to również ich szanuję.

  13. Gosia pisze:

    Good Bless America. Kocham Stany Zjednoczone Ameryki za możliwości, jakie oferują. To kraj, w którym praca, talent oraz koncentracja na marzeniach są doceniane i szanowane. To również kraj, w którym nie ma zawiści, ludzie cieszą się z sukcesów innych, szczerze przy tym im gratulując.
    Kocham USA za piękną, dziką przyrodę, za Wielki Kanion, Wodospad Niagara oraz Davida Lynch’a.

  14. Jadźka pisze:

    Kocham Amerykę za Nowy York – bohatera moich snów,
    Tak ekscytujących, że brakuje mi słów.
    Nasycam się w nich legendarnymi widokami,
    Rozmawiam o końcu świata z nowojorskimi prorokami,
    Chłonę atmosferę miasta całą powierzchnią swej duszy,
    Podziwiam monumentalność wieżowców i talent ich architektów – geniuszy!
    Rozszerzonymi źrenicami obejmuję zarys Statuy Wolności na tle nieba błękitnego –
    Robi wrażenie cudu świata nieludzkimi rękami postawionego.
    Dokładam cegiełkę do nietuzinkowego albumu niezapomnianych momentów mojego życia,
    Zdobywam doświadczenia na jawie będące nie do zdobycia,
    Wszystkimi zmysłami penetruję każdy nowojorski zakątek,
    A nocny spacer po elewacji Empire State Building to dopiero mego snu początek…
    Snu tak głębokiego, że po przebudzeniu z niedowierzaniem przecieram oczy,
    Był taki soczysty, realny…. może to sen proroczy ?😉

  15. US-lovers pisze:

    Drodzy konkursowicze! Dziękuję za wszystkie zgłoszenia – i te w komentarzach, i te przesłane mailowo:) Muszę przyznać, że nieźle się bawiłam, czytając je wszystkie – niektóre mnie baaaaardzo wzruszyły, inne zmusiły do refleksji.
    Werdykt jednoosobowego jury ogłoszę wkrótce na blogu i na fanpage’u: https://www.facebook.com/USofAmericaLovers. See you soon!🙂

  16. US-lovers pisze:

    Ladies and Gentlemen, pora na ogłoszenie wyników!
    Najpierw dziękuję wszystkim raz jeszcze za nadesłane komentarze i maile – niektóre były tak soczyste, że obiecuję podzielić się nimi z Wami wkrótce:)

    Bo dostałam i inspirujące teksty, dzięki którym uświadomiłam sobie, że „powojenną Amerykę budował nie tylko przemysł motoryzacyjny, ale w dużym stopniu właśnie fast foody”, i bardzo ludzkie, sentymentalne i intrygujące, o „klimacie miasteczek rodem z serialu Twin Peaks, modelowych amerykańskich osadach, w których wszyscy wszystko wiedzą i nikt nic nie wie”, i o tym, co stanowi sedna tego państwa: „W Ameryce można odnaleźć tajemniczość Azji, dzikość Afryki, energię Europy, spokój Australii i szaleństwo Ameryki Południowej. Łączy w sobie tak wiele emocji, kultur, miejsc”, ale i te nieco szydercze i zabawne: ‚Kocham Ameryke za Ich mistrzostwo we wciskaniu kitu” oraz „najbardziej kochamy wizy – jak je już otrzymamy!”…

    Ale ponieważ nagroda mogła być tylko jedna, postanowiłam przyznać ją za najbardziej przekrojowe podejście do tematu, najbardziej „konkretne” i takie, które sprawiło, że momentami ślinka mi ciekła w trakcie lektury, a po części chyba także za to, że najbardziej zatęskniłam przez nią za powrotem do USA i do tych wszystkich rzeczy, które zostały wymienione – jednym tchem:)

    A więc tam-ta-ra-tam-tam ta-daaam, zwycięzcą konkursu US-lovers zostaje MARTA K. za wypowiedź, którą publikuję poniżej:) Z laureatką skontaktuję się mailowo:) Gratulacje, Marta!

    ***

    ZWYCIĘSKA PRACA KONKURSOWA MARTY K.:
    Za co kocham Amerykę?

    Za donuty z okropnie słodkim, różowym lukrem i ciasteczkami Oreo, za wietrzne ulice pomiędzy wielkimi wieżowcami, za żółte taksówki i gigantyczne jeepy, za pyszne bajgle z kremowym serkiem i mrożoną herbatę z ilością cukru przyprawiającą o zawał, za koszulki z napisem mówiącym, że kocham NYC, za zawsze uśmiechniętych ludzi, za panią, która zaczepiła mnie mówiąc, że mam naprawdę ładne buty:), za największe opakowania Arizony na świecie, za niesamowity amerykański sen polskiej Heleny Rubinstein, za pyszne lody Ben and Jerry’s o smaku bananowym z kawałkami orzechów, za gratisowe bilety wstępu do wszystkich ważnych muzeów, za Ellis Island, które jest muzeum mówiącym najwięcej o historii USA, za policjantów i zwykłych przechodniów, którzy zawsze chętnie służą pomocą zagubionym turystom, za gratisowe mapki miast w nawet najpodlejszym hostelu, za pizzę 1$ slice, za Coney Island, Atlantic City i Seaside Heights i wszystkie inne nadmorskie deptaki, za Przeminęło z wiatrem i Scarlett O’Harę, za sloppy joe i zimną lemoniadę, za metro,w którym czasem blokują się bramki, za przejażdżkę motorówką Bestią u wybrzeży Manhattanu, za wszystkie filmy świąteczne od Kevina po Griswoldów i za wszystkie inne cudowne filmy i seriale, za Century 21 i boskiego Tj Maxxa, za brak polskiej ciasnoty umysłu, za Fluffa w plastikowym słoiku,którego wielką miłością kocha moja mama, za Levisy w cenie 12 dolarów, za karty rabatowe we wszystkim sklepach spożywczych i obowiązkowe promocje, za cudowne kosmetyki Revlon, za Central Park i zoo ze słynnymi pingwinami Kowalskimi, za taniutkie megabusy, za Waszyngton pełen kwitnących wiśni, za muzealne gift shopy – obowiązkowy punkt każdej mojej wycieczki, za Beyonce, za tanie książki, za starszego pana, który zaczepił nas w Bostonie słysząc język i jak się okazało – czterdzieści lat wcześniej studiował w Warszawie, za Empire State of Mind, za wszechobecną sympatię i miły luz, za ipody i wszystko inne i, za światy m&msów, willy’ego wonki i disneya, za misia Yogi i Park Yellowstone, za wszystkie prawdziwe cuda świata – w tym Golden Gate, który w tym roku obchodzi 80. urodziny, za multi-kulti i szeroki uśmiech i wiele, wiele innych rzeczy, miejsc, ludzi,smaków – naprawdę, ciężko wymienić wszystkie powody mojej bezgranicznej miłości dla USA!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: